Przejdź do głównej zawartości

Tak sobie myślę…

 Działamy jak sieroty: skupiamy się na czynieniu dobra, mamy szlachetne intencje i poświęcamy cudze i własne życie DLA Boga, tak jakby On oczekiwał, że będziemy właściwi a my nawet nie wiemy, że marzymy o tym, że usiłujemy zasłużyć sobie na Jego podziw. I nie widzimy, że nawet modląc się do Jezusa czy Ducha Świętego, chcemy aby błogosławili nasze wysiłki jednocześnie wykluczając tak dzieło krzyża jak i działanie Ducha w nas.

Tak, chodzi o uczynki, bo to przez nie objawia się miłość czy wiara. Ale nie chodzi o NASZE uczynki DLA Niego a o JEGO, które są przygotowane aby przychodziły PRZEZ NAS DLA INNYCH. I tak działają synowie. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Demonologia stosowana ;) Ego jako duch (konspekt)

  Ego to: ja, mnie i dla mnie. Ja chcę, ja uważam, ja lubię, ja nienawidzę.  Nie ma w nim miejsca na nic i nikogo innego. To podróbka boskiego „Jestem który Jestem” (trochę jak różnica między „mieć” a „być”).  Bóg jest zorientowany na relacje ( być ). Zaspokojenie jest owocem stałego przepływu życia.  Ego zorientowane jest na zaspokojenie ( mieć ) a relacje i ludzie są środkiem do celu. Owocem jest śmierć.  Bóg daje życie i karmi wszystko.  Ego wszystkiemu je odbiera, by nakarmić siebie. Ego mieszka w duszy a dusza w ciele. Duch również mieszka w ciele. I stąd walka pomiędzy pragnieniami ducha a pragnieniami i pożądliwościami duszy i ciała.  Stąd Piotr mówi o sprawianiu zbawienia duszy (1P 1;9 i 1Jb 21) Kiedy duch umarł (Eden), to do głosu doszły ciało i dusza.  Dlatego cielesny człowiek nie rozumie rzeczy duchowych (1Kor 2;14) Nawracamy się a świat duchowy staje się dla nas rzeczywistością (okultyzm jest podróbką - oferuje jedynie ciem...

Biblijne narzekanie ;)

Narzekałam Bogu, "a po co ten blog, i tak nikt nie potrzebuje tego, czego mnie nauczyłeś, po co pisać w pustą przestrzeń, a może tylko mi się wydaje że mam to robić"... i chodziłam z tym jak kura z jajem które ani w te, ani we w te nie chce się posunąć ;) Bóg poczekał parę lat, pstryknął palcem (czytaj: posłużył się jak to często bywa pewną osobą) i voila! Blog nr 2 zaistniał. Dlaczego 2? Bo istnieje 1 :D

Uwielbienie

       Kilka lat temu byłam na uwielbieniu w kościele anglikańskim. Zbiór kilku osób, które szukają Boga, lubią sobie pośpiewać piosenki, wyżyć się muzycznie czy głosowo i które lubią miłe przeżycia mające poświadczać Bożą Obecność. Prowadzący poprosił mnie, żebym pokazała polskie uwielbienie (jak on to określił). Wiedziałam, że nie o sposoby chodzi i że sama nie jestem w stanie im tego wytłumaczyć. Zwróciłam się więc do Taty z prośbą aby sam objawił różnicę między duchem a duszą… a potem… zapomniałam o nich wszystkich i skupiłam się na Nim. A kiedy „wróciłam” i otworzyłam oczy (zamykam je kiedy okoliczności mnie przerastają by skupić się na Tacie zamiast na tym, czego nie jestem w stanie ), ludzie byli wstrząśnięci Jego Obecnością, „czapa” religijna zniknęła i można było oddychać pełną piersią. Szukający znaleźli, niedowidzący zobaczyli, ci, którzy przyszli poużywać uwielbienia cofnęli się i zamknęli buzie, ci którzy wołali o przejście dla tych ludzi, otrzymal...